/

Na starość trzeba się testować

Z upływem lat sprawność absolutnie wszystkiego i wszystkich ulega pogorszeniu. Pralka nie chce dobrze wirować, auto już nie daje rady pod wyższą górkę, a ludzkie serce po większym wysiłku bije w tempie, którego nie powstydziłby się niejeden sekundnik. Gdy komputer, laptop, telefon zaczynają się zawieszać, robimy im reset lub, ku przerażeniu ekologów, wywalamy w niebyt śmietniska. Co jednak począć ze starzejącym się mózgiem? Przecież nie da się go wymienić, nie można go też zresetować.

A może jednak malutki tuning?

Może istnieje jakieś lekarstwo, aby mózg z przebiegiem 65+ ruszył niczym pojazd F1? Oczywiście, że istnieje! Jak mawia moja rozmówczyni, siedemdziesięcioośmioletnia aktywna krawcowa i działkowiczka, „trzeba się testować”. W tym sformułowaniu, jak sama twierdzi, kryje się wiele różnych kwestii. Po pierwsze – nie bać się nowinek. Skoro dwulatek swobodnie działa na smartfonie, to dlaczego i ona, starsza pani, miałaby nie dać rady? „Potrzebowałam czasu i sytuacji bez wyjścia. Zwykła komórka się rozładowała, nie było ładowarki, telefonu stacjonarnego i nikogo młodego. Konieczność zadzwonienia była zaś nagląca. Dałam radę! Trwało to, kosztowało mnie i łez, i złości, ale się udało!”– opowiada. Dodam, że pani Basia przez wiele lat nawet z analogowej komórki nie umiała wysyłać SMS-ów – dzisiaj wysyła mi MMS-y ze zdjęciami kotów, psów i wszelakich roślin. A nawet… zrzuty ekranu, bo szaleje w internecie.

Skąd jednak czerpać motywację?

Brać przykład. Rozmawiać z ludźmi, testować siebie. „Na starość człowiek dziwaczeje, taki jest odważny, co to nie on. A potem, jak dwunastolatek robiący nielegalną domówkę, boi się wpuścić obcą panią do sprzątania – bo się po kątach kręcić będzie”. Moja rozmówczyni wie, co mówi. Odkąd skończyła siedemdziesiąt pięć lat, prosi panią do sprzątania do domu. Zainspirowali ją inni seniorzy, którzy z tego już korzystali. Każdy ją uprzedzał, że to trudne. Są wątpliwości, strach, w końcu można skończyć jak malarz Zdzisław Beksiński i zginąć w korytarzu własnego mieszkania.

Zacznij od łazienki?

„Tak, tak. Widzisz – pani sprzątająca siedzi w łazience – ja w pokoju, w centrum dowodzenia”. Pytam moją rozmówczynię, co ją tak bawi, gdyż widzę uśmiech na jej twarzy. Pani Basia spieszy z wyjaśnieniem, że chciała oglądać serial, a i tak nasłuchiwała, co się dzieje tam w łazience. Nie było łatwo, ale dała radę. Jak sama twierdzi, była dumna, chociaż ciśnienie wzrosło. „To nie jest takie proste, ale trzeba się testować”.

Siłownia dla umysłu

Ze ślimaczą zaciętością, bo po roku, pani Basia pozwoliła sobie już na to, by było sprzątanie pokoju i kuchni. Zawsze przebywała w innym pomieszczeniu. Postanowiła jednak zwiększyć obciążenie. „Mówię sobie, Basia, ludzie wychodzą z domu, mają sprzątane, nawet jak ich nie ma w mieście, bo zostawiają klucze, a ty się cykasz? Jak trenujesz, to musisz zwiększać obciążenie!”. To zwiększenie polegało na wychodzeniu z domu. Najpierw na godzinkę, potem na dwie. Dzisiaj pani Basia przekazuje klucze przez sąsiadkę, gdy pani do sprzątania ma przyjść, a jej nie ma w Gdańsku.

Co powiedzą niezależni eksperci?

Pani Basia do dziś otacza się młodymi ludźmi. Swą radą i wiedzą wspiera różne środowiska od psychologów, księży, po sąsiadki i koleżanki, które są w wieku jej wnuczek. Latka lecą, a ani rachunek z elektrowni, ani sprawy spadkowe nie są dla niej niczym przerażającym. Pani Basia siada, czyta, analizuje, kombinuje, aż znajdzie rozwiązanie. „Najważniejsze to się nie przejmować, jak już masz siedemdziesiąt lat i wpadniesz z fotką rachunku do pana z elektrowni, to każdy pomoże, bo jakim cudem emerytka taka współczesna”.

Magdalena Kokot
Neurologopeda, psycholog, tyflopedagog, absolwentka Logopedii ze specjalnością neurologopedia na Uniwersytecie Gdańskim, psychologię ukończyła na Uniwersytecie SWPS. Od 2012 roku neurologopeda w Szpitalu św. Wincentego a Paulo części Szpitali Pomorskich w Gdyni.