/

Smaki świata – bo to w kuchni toczy się życie (część 2)

W poprzednim artykule przedstawiłyśmy Wam pomysł na prowadzenie terapii afazji i funkcji poznawczych w mocno nietypowej formie. Dzisiaj postaramy się omówić pozostałe walory prowadzenia terapii funkcji poznawczych, językowych i społecznych w otoczeniu kuchennym. W Fundacji „Między Słowami” gdzie kucharek sześć, tam zdecydowanie jest co jeść!

Sposób na neuropoznanie

Zajęcia „Smaki świata” oprócz waloru edukacyjnego w kwestiach kulinarnych niosą ze sobą także walory rehabilitacji społecznej. Czy jest bowiem lepszy sposób na to, aby zintegrować grupę osób, niż wspólne gotowanie, a później biesiada?

Ostatnie spotkanie okazało się szczególnie interesujące, ponieważ tematem przewodnim uczyniliśmy raclette, czyli grill elektryczny. Wszyscy bardzo się zaangażowali. Były grillowane warzywa, pan Andrzej przyniósł zamarynowanego kurczaka. Jeszcze następnego dnia, gdy wchodziło się do fundacji, w powietrzu unosił się wspaniały zapach.

Celem tego spotkania było odczarowanie grilla jako uczty w kłębach dymu. Wspólne biesiadowanie spełniło tę funkcję. Grill okazał się świetnym pretekstem do zintegrowania społeczności fundacji. Uczestnicy zajęć „Smaki świata” zostali jeszcze po spotkaniu, razem grillowali, robili sobie zdjęcia, które wrzucali na Facebooka, żeby pokazać, że można jednak grillować zimą. Dodatkowo uświadomili swoim znajomym, iż zajęcia, na które chodzą, to nie tylko żmudne rozwiązywanie zadań i ćwiczenia komunikowania się, ale też superzabawa w zacnym towarzystwie społeczności fundacyjnej.

Każdy, kto tylko znalazł się w pobliżu kuchni, musiał zasiąść do biesiady. „A tutaj ziemniaczki, a tutaj ogóreczki” i wszyscy siedzieli. Pan Edward, który nie mówi, też żywo się angażował, żeby tu przewrócić, tu nałożyć. Poziom komunikacji językowej nie miał znaczenia, chodziło o bycie razem.

A w ostatnim etapie zajęć „Smaki świata” chodzi o włączanie we wspólną aktywność także tych osób, które na zajęcia nie chodzą. Dotyczy to głównie uczestników na przykład terapii indywidualnej, którzy w zasadzie nikogo poza swoim terapeutą nie znają. Wystarczy, że ktoś zjawi się w kuchni, zwabiony cudnym zapachem, a już proponuje się mu krzesło, talerzyk i wspólne spożywanie tego, co grupa przygotowała. Szczególnie aspekt chęci integrowania się z innymi, nowymi, nieznanymi osobami ze społeczności fundacji jest ważny.

Jeszcze do niedawna grupy były hermetyczne. Osoby wchodziły do sali, siadały na krzesłach, „klapki na oczach, coś robimy, wychodzimy i do widzenia”. Teraz zaś, dzięki większej liczbie zajęć uspołeczniających i przełamywaniu barier rozmawiania ze sobą, podopieczni chętniej zapraszają innych do bycia razem. Nie na zasadzie: „My to gotowaliśmy, to ty też sobie sam ugotuj”. A jeszcze rok temu takie komentarze mogłyby się pojawić niby żartem, niby serio. Teraz nie ma z tym problemu. Komunikaty wysyłane do osób spoza grupy brzmią raczej: „Chodź, siadaj, częstuj się, jedz albo zabierz ze sobą kawałek”.

Pobudzanie zmysłów

Zajęcia „Smaki świata” psycholog Agnieszki Kowalskiej są też dobrym ćwiczeniem pobudzającym zmysł dotyku – w gotowaniu nie da się bez dotykania. Omawia się wrażenia sensoryczne: jaką dany produkt ma fakturę, skórkę, czy jest na przykład śliski, przyjemny, czy nieprzyjemny. Dodatkowo oczywiście angażuje się zmysł smaku, bo podopieczni wszystkiego próbują. Tak jak na przykład awokado – kosztowali go przed doprawieniem i po doprawieniu. Dzięki temu mogą porównywać, szukać różnic. A przy tym oczywiście cały czas toczy się dialog, więc uczestnicy takich zajęć ćwiczą też umiejętności komunikacyjne. Przy jedzeniu i wspólnym stole łatwiej nawiązać rozmowę i jest to naturalne, nie zaś wymuszone. Jak opowiada mi jeden z uczestników: „To integracja smaku, dotyku, węchu, widoku – takie multizajęcia”.

W terapii jeden na jeden ciężko jest pobudzać pierwotne, instynktowne aspekty. Na spotkaniach indywidualnych zawsze takie działanie wychodzi trochę sztucznie. Nawet jeśli chce się pobudzić zmysł dotyku, są oczywiście różne faktury, ale to jest jednak oderwane od rzeczywistości. Na zajęciach „Smaki świata” pobudzanie głębokich struktur mózgu odbywa się bardziej ekologicznie, czyli funkcjonalnie, po prostu „z życia”. Terapeuta prowadzący przemyca stymulację zmysłową i nawet nie wszyscy mają do końca świadomość, że faktycznie nad czymś pracują. Podopieczni czerpią z tego również przyjemność i radość, a o to też w terapii chodzi, żeby uczestnicy zajęć wychodzili z fundacji usatysfakcjonowani i podbudowani, a nie mocno skonfrontowani z jakimiś swoimi trudnościami.

Poczucie własnej skuteczności

Uczestnicy spotkań z cyklu „Smaki świata”, oprócz wielu wymienionych już wartości, wynoszą z tych zajęć jeszcze jedno – poczucie własnej skuteczności. Uczestnictwo we wspólnym gotowaniu to dowód na to, że też coś potrafią. Mogą coś okroić, potrzymać, obrać, zamieszać, przyrządzić, doprawić. Ponadto zyskują temat do rozmów poza fundacją. W końcu i oni mogą nawiązać do czegoś ciekawego, zainicjować rozmowę na znany sobie, niebanalny temat.

Zajęcia kulinarne pozwalają przećwiczyć wykonanie konkretnej potrawy lub przystawki, którą następnie można przyrządzić dla domowników lub gości.

Trening odpowiedzialności

W zajęciach grupowych, szczególnie takich, podczas których każdy jest za coś odpowiedzialny, ważne jest, aby wszyscy robili to, co do nich należy. Podczas takich spotkań zawsze rodzą się obawy: „A co, jeśli ktoś się rozchoruje lub coś mu wypadnie?”. Moja rozmówczyni, prowadząca zajęcia, wspomina: „Od tego roku i od tych zajęć zauważyłam większą odpowiedzialność za powierzone zadanie”. Faktycznie była taka sytuacja, że jeden z panów zadeklarował przyniesienie pieczywa i wiedział, że nie przyjdzie na zajęcia tego dnia. Terapeutki, prowadzącej „Smaki świata”, akurat nie było w pracy, więc nie mógł tej informacji przekazać. W fundacji spotkał jednak koleżanki z grupy i dał jednej z pań pieniądze z prośbą, czy mogłaby to pieczywo kupić. To był swoisty punkt zwrotny, bo wcześniej zdarzało się, że ktoś miał coś zrobić, ale nie przychodził i o tym nie mówił. Są jednak takie odpowiedzialne osoby, które wiedzą, że jeżeli one czegoś nie przyniosą, to inni nie będą mogli ruszyć z robotą. Aspekt sumienności w kwestii dostarczania deklarowanych produktów był też mocno podkreślany na zajęciach, a prowadząca nigdy nie ma przygotowanych produktów na wypadek, gdyby ktoś ich nie przyniósł. Po prostu jak czegoś nie ma, to trudno. A zatem panuje porządek. Uczestnicy tego pilnują, zwłaszcza panowie mówią: „Dzisiaj była taka pogoda paskudna, wiało, padało, nie chciało się z domu wychodzić, ale jakbym nie przyszedł, to nie przyniósłbym tego, co obiecałem, więc zwlokłem się z tego łóżka, ubrałem się i przyjechałem”. Pomimo że ktoś się spóźnił te pięć czy dziesięć minut, to wpadał zadyszany, bo jednak zależało mu na tym, żeby zdążyć dostarczyć produkty.

Trening pamięci w praktyce

W grupie „Smaki świata” są też osoby, które mają problemy z pamięcią, a zatem zobowiązanie się, by coś kupić, to dla nich duże wyzwanie. Tym bardziej że zajęcia odbywają się raz w tygodniu, więc przez całe siedem dni do następnego spotkania ich uczestnicy muszą o tym pamiętać. Czynią to, wdrażając różnego rodzaju strategie, żeby skompensować te kłopoty z pamięcią. Niektórzy muszą sobie napisać na kartce, inni utworzyć przypomnienie w telefonie, są na to różne sposoby. I jak dotąd skuteczne, bo na zajęciach nie brakuje produktów.

Kuchnia wyrywa z bezczynności

Jeszcze jednym istotnym celem zajęć „Smaki świata” jest to, aby osoby po udarze lub wypadku wyrwać z przytłaczającej bezsilności. Pokazać im, ile i co mogą. Zachęcić do aktywności. A przy tym nauczyć ich również tego, że po prostu trzeba mówić, że się nie chce czegoś zrobić, zamiast zamiatać wszystko pod dywan, używając wymówek: „Jestem po udarze”, „Miałem wylew i nie pamiętam”, „Mam afazję, to mi trudno”. Chodzi o uświadomienie, że warto się komunikować, a nie ukrywać fakty pod płaszczykiem wygody. Dotyczy to szczególnie panów. Ci świetnie radzą sobie na zajęciach, jednak gdy zachęca się ich, aby przyrządzili coś dla swoich żon, wykręcają się słowami: „Ja jej za wiele nie mogę pokazać, bo się zacznie kupa obowiązków”.

Ważne jest także to, że na tych zajęciach omawiane są różnego rodzaju strategie pomagające przezwyciężyć problem na przykład z obieraniem ziemniaka czy smarowaniem pieczywa masłem. Okazuje się bowiem, że istnieje wiele sposobów na przezwyciężenie tych przeszkód i nie trzeba na to wydawać pokaźnych sum pieniędzy. Wystarczy domowe sprzęty poddać drobnym modyfikacjom, dodając na przykład gwoździk, ograniczniki, uchwyty czy opaski.

Podsumowanie

Temat zajęć grupowych to przede wszystkim oddziaływanie, współdziałanie uczestników między sobą i ze sobą. Rehabilitacja powinna mieć charakter jak najbardziej użyteczny, odwołujący się do realiów życia codziennego, bo tylko wtedy pełni swoją główną funkcję. Aby jednak móc wprowadzić takie metody pracy, należy być otartym na potrzeby swojego klienta/pacjenta i zadbać o to, by mógł znaleźć się w gronie osób, które okażą mu zrozumienie i akceptację. Należy przy tym pamiętać, że szalone pomysły po drobnych modyfikacjach nie muszą być tak nierealne do wykonania, jak się początkowo wydawało.

Agnieszka Kowalska
psycholog z wielką pasją, realizujący się w dziedzinie neuropsychologii. Zgłębia związek między ludzką psychiką, umysłem a ciałem. W pracy kieruje się kreatywnością, tworząc spersonalizowaną terapię neuropsychologiczną z uwzględnieniem bagażu emocjonalnego pacjentów, co umożliwia rozbudzanie w nich ducha walki. Niektórzy twierdzą, że leczy głosem.