/

Tajemnicze podróże przez zakamarki słów oraz wspomnienia i mapy

Podróżowanie, opowieści i legendy o wspaniałych miejscach, krajach i urokliwych zakamarkach odległych miast – mało kto potrafi przejść obok tej tematyki obojętnie. A gdy w reportażu czy relacji z danego zakątka świata pojawia się jakiś mroczny wątek, grono słuchaczy przybliża się do opowiadającego i z zapartym tchem słucha. W końcu większość z nas słyszało, widziało w życiu jakieś ciekawe miejsce owiane tajemnicą i legendą.

A zatem w drogę! Mapy, przewodniki i własne relacje i fotografie. W taką podróż można się wybrać niemal w każdy czwartek w Fundacji Między Słowami. Na zajęciach z geografii turystycznej każdy, i to niezależnie od swoich trudności w mówieniu, może wyruszyć śladami atrakcyjnych, nieznanych zakątków świata. Co ważne, przewodnikami tych wycieczek, oprócz terapeutów, są głównie sami podopieczni z afazją. Obrazy, pozytywne emocje bardzo ułatwiają dzielenie się doświadczeniami z wypraw lub przedstawianie interesujących punktów na mapie.

Warto przy tym wspomnieć, że takie wspólne spędzanie czasu przy opowieściach bardzo ułatwia nawiązywanie dialogu z innymi uczestnikami oraz rodzi wiele zabawnych opowieści i żartów sytuacyjnych. Wizja chińskiego wędkarza kilkadziesiąt lat bez skutku łowiącego ryby w stawie, w którym zamiast ryb ukryte były jaskinie nieznanej cywilizacji, sama w sobie wywołuje uśmiech. Dodajmy jeszcze, że ten wędkarz zapewne dlatego nikogo nie zapytał, jak biorą, bo miał afazję. A wizję tę roztoczył nie kto inny, jak same osoby z afazją.

Podczas wspólnego czytania artykułów w magazynach podróżniczych oprócz zachwytów nad zamieszczonymi tam zdjęciami dość często padają przekleństwa pod adresem redaktorów tekstów. Błędy w pisowni, zła interpunkcja, zdania ciągnące się przez dziesięć linijek to mozolna sprawa do przejścia. A z zabawnych przejęzyczeń czytającego terapeuty powstają kolejne komiczne sytuacje, jak „turaki, które koniecznie trzeba przywieźć z Albanii”. „Turaki” to po prostu alkohol o nazwie „raki”.

Bywają też historie, od których włos się jeży na głowie, jak ta o kaplicach wykonanych z ludzkich szkieletów albo o mrocznych meksykańskich cenotach czy paryskich katakumbach. Wtedy na sali milkną wszelkie głosy i wszyscy wsłuchują się w odczytywane przez jedną z logopedek historie. A po chwili okazuje się, że jednak ktoś tam był i coś widział i zupełnie niespodziewanie podaje kolejne drastyczne szczegóły. Na szczęście atmosferę mroku rozwiewają szybko toporne próby ustalenia lokalizacji jednego z miejsc. I tak oto zamiast dzielnicy Czeremna powstaje czeremcha, której woń w dodatku ktoś poczuł wraz z zasłyszanym słowem.

Jedno jest jednak pewne: frekwencja na zajęciach zawsze dopisuje. Za każdym razem jest o czym opowiadać, co czytać i z czego się pośmiać. A przecież o to tu chodzi, aby przebywać w towarzystwie, które wzajemnie się wspiera i rozumie, a jeśli jeszcze dzięki temu można trenować umiejętności takie jak mówienie, czytanie czy dialogowanie, to już naprawdę jest to dobrze spędzony czas. Najlepsza terapia bowiem to samo życie i komunikacja między ludźmi oraz wymiana opinii i doświadczeń.

Magdalena Kokot
Neurologopeda, psycholog, tyflopedagog, absolwentka Logopedii ze specjalnością neurologopedia na Uniwersytecie Gdańskim, psychologię ukończyła na Uniwersytecie SWPS. Od 2012 roku neurologopeda w Szpitalu św. Wincentego a Paulo części Szpitali Pomorskich w Gdyni.