/

Atmosfera służąca terapii po udarze mózgu

Powszechnie wiadomo, że zarówno ludzie dorośli, jak i dzieci, a także zwierzęta mają takie miejsca, w których czują się lepiej i gorzej. Dotyczy to tak przestrzeni domowej, jak i miejsc poza nią. Czasami zwyczajnie nie udaje nam się urlop, bo „coś takiego było w tej kwaterze, że nie dało się tam wypocząć”.


Pachnie przychodnią

Podobnie sprawy mają się w przypadku gabinetów terapeutycznych. Ma to szczególne znaczenie w terapii osób po udarze. Inaczej ćwiczy pacjent w szpitalu na sali pełnej innych osób, a inaczej w gabinecie znajdującym się na oddziale. Pusta sala czy gabinet na uboczu sprzyjają temu, aby podopieczny z afazją czy trudnościami z funkcjami poznawczymi bardziej się rozluźnił i nie obawiał się, że będzie oceniany przez innych pacjentów.

Jeszcze inaczej sprawa wygląda, gdy pracujemy z klientem, który wyszedł już ze szpitala. Nie chodzi tu tylko o sam czas, który upłynął od udaru czy wypadku. Pacjent zwyczajnie przychodzi do nas z domu i wie, że później tam wróci. Ma swoją przystań, która daje bezpieczeństwo. Hipotetycznie istnieje także możliwość ucieczki z gabinetu, i to znacznie skuteczniejsza niż ze szpitalnego łóżka.

Niestety, nadal gabinet w państwowym systemie ochrony zdrowia, ale także i poza nią, często przesiąknięty jest wonią rozlicznych substancji kojarzących się z tzw. zapachem przychodni. Do tego gołe białe ściany, kawałek drewnianego blatu i twarde niewygodne krzesełko.

Wnętrze przyjazne podopiecznym

Na szczęście jest takie miejsce, gdzie osoby z afazją i trudnościami z funkcjami poznawczymi mogą poczuć się bardziej domowo. Takim miejscem jest z pewnością Fundacja „Między Słowami” w Gdyni, która od 2010 roku pokazuje, że nie samą terapią pacjent żyje. 🙂

W czym tkwi sekret? Od zawsze stawia się tu na dobry kontakt z podopiecznym. Nawet w ogromnym zabieganiu zawsze znajdzie się czas, by go wysłuchać, i to nie tylko na zajęciach, ale i między nimi. Rozmawia się o różnych sprawach, organizuje się wspólne wyjścia do kina, kawiarni czy wycieczki. Tworzy się prawdziwą społeczność, a to przekłada się także na życzliwą atmosferę.

Wygodne krzesła, stoły sprzyjające temu, by i przy nich ćwiczyć, i usiąść z kubkiem czegoś do picia i pogadać. Rozliczne zdjęcia podopiecznych przyozdabiają ściany. Zapach dobrej kawy i herbaty roznosi się w przytulnym aneksie kuchennym, gdzie czasami można też przegryźć coś naprawdę smakowitego. Jest również kącik dla ducha, czyli biblioteczka z różnymi książkami oraz filmami do wypożyczenia.

Atmosfera trochę bardziej na luzie

Jak wspomina jeden z wolontariuszy w Fundacji „Między Słowami”, podopieczni i pracownicy są tu trochę bardziej na luzie, wiadomo, że z zachowaniem pewnych granic, ale jest bardziej rodzinnie. Uważniejsze spojrzenie na człowieka, nie tylko procedury i białe ściany. Dzięki temu pacjent ma lepszy kontakt z terapeutą, a to wpływa na całą pracę, całą relację i to jest taki największy plus pracy tutaj. Wiadomo, że czasem pracuje się trudno, szczególnie z ludźmi, którzy mają na przykład problem z rozumieniem i jednocześnie ze wzrokiem. Wtedy nie do końca wiadomo, jak przekazać pewne polecenia, informacje. Na szczęście jest zespół terapeutów, których można o wszystko spytać pytać i radzić się, jak rozwiązać daną trudność w terapii czy diagnozie. Pracy z pacjentem sprzyja również to, że większość podopiecznych tutaj ma motywację do terapii. Przychodzą nie dlatego, że ktoś ich wysłał, tylko raczej dlatego, że sami tego chcą. Oczywiście zdarzają się wyjątki, ale jednak większość osób przychodzi tutaj z własnej potrzeby.

Poprzedni artykułEmocje – płacz i śmiech
Następny artykułPlaneta Afazja
Magdalena Kokot
Neurologopeda, psycholog, tyflopedagog, absolwentka Logopedii ze specjalnością neurologopedia na Uniwersytecie Gdańskim, psychologię ukończyła na Uniwersytecie SWPS. Od 2012 roku neurologopeda w Szpitalu św. Wincentego a Paulo części Szpitali Pomorskich w Gdyni.