/

Wszystko można, tylko trzeba znaleźć sposób!

Na początek małe zadanie. Przywiąż rękę, w której trzymasz długopis, do oparcia krzesła. Zostań w tej pozycji chociażby na nieco dłużej niż na czas przeczytania tego tekstu. Zastanów się, jak się czułaś/czułeś… Ten eksperyment pozwoli Ci chociaż na chwilkę wejść w skórę osoby po udarze mózgu. Jedyna różnica polega na tym, że taka osoba nie ma magicznego guziczka i nie wyłączy sobie niedowładu.

Sztywność, uczucie obcej ręki, ręka jak kłoda, ciężkie ramię i przedramię, słabość – to tylko część określeń, którymi posługują się chorzy po uszkodzeniach neurologicznych, aby opisać stan swoich kończyn, a szczególnie ręki i dłoni. U jednych rehabilitacja idzie gładko i tego typu dyskomfort szybko mija. U innych dochodzi jedynie do zminimalizowania nieprzyjemnych odczuć. A jeszcze inni, mimo wielu lat ćwiczeń, nie odzyskują nawet minimalnej sprawności. Co gorsza, mierne rezultaty fizjoterapii nie zawsze są wynikiem lenistwa pacjenta czy niekompetencji rehabilitanta. Po prostu czasami uszkodzenie na skutek udaru jest tak duże, że utracone funkcje nie chcą powrócić. I co wtedy?

„Musiałam sposób znaleźć” – tak mówi mi pani Ulka, która często jest zmuszona, by coś zrobić sama, gdyż na córkę i męża nie bardzo może liczyć. Jak sama mówi: „Zrobię sama, czekam już miesiąc, że pomogą, nie ma co, znajdę sposób!”. I faktycznie, pani Ula ma tych sposobów bardzo dużo, bo od udaru minęło już 6 lat, a prawa ręka jest jak kłoda. W dłoni zaś nie ma zupełnie czucia i nie może nawet poruszać palcami.

Dzielna 76-latka sama robi sobie śniadanie, przywozi gorącą herbatę na kolanach do pokoju z kuchni. Sama sprząta, odkurza i zmywa podłogę. Ostatnio zaś, pełna dumy, opowiedziała mi, jak to samodzielnie przyszyła sobie 4 guziczki i zaszyła rozprutą bluzkę!

Jak szyć jedną, i to lewą, ręką, gdy całe życie było się praworęcznym? „Pani, bo ja kombinowałam 4 godziny! Aż spać potem poszłam” – to usłyszałam w odpowiedzi na zadane powyżej pytanie. „Najważniejszą kwestią zaś było to, by się nie poddać” – zaznacza moja rozmówczyni. „Jak zaczęłam, to musiałam skończyć, udowodnić, że dalej coś jeszcze warta jestem!”. Mina pani Uli, gdy z dumą prezentowała mi swoje dzieło krawieckie – bezcenna. Ta radość, ta energia, to poczucie sprawstwa. Tym jednym małym szyciem ta dobroduszna kobieta zrobiła dla siebie więcej niż niejeden fizjoterapeuta zrobił dla niej. Ona pokonała samą siebie, zwyciężyła niedowład, ale nie ten fizyczny, tylko mentalny. Pani Ulka naprawdę uwierzyła, że nadal jest wartościową kobietą, że nadal jest samodzielna, że nadal może być dumna sama z siebie.

A tutaj sposób pani Uli na nawlekanie igły na nitkę 😉

  1. Wbij igłę w coś dużego, jakiś mebel, np. podłokietnik fotela.
  2. Fotel powinien stać tak, aby znajdował się pomiędzy oknem a osobą, która zamierza szyć.
  3. Igłę wbij tak, aby przez jej uszko prześwitywało światło – będzie łatwiej ją nawlec.
  4. Uszykuj nitkę, nożyczki, guziczki i bluzkę. Dobrze sprawdza się tu szafka na kółkach ze stoliczkiem (taka, jak czasami bywa w szpitalach).
  5. Nawlecz nitkę na igłę. Bądź spokojny, cierpliwy i dawaj odpocząć oczom.
  6. Dobrze jest wybrać dość sztywną nitkę, aby łatwiej przeszła przez uszko.
  7. Przepchnij dość spory kawałek nitki przez igłę.
  8. Nitkę możesz pociągnąć zębami, o ile odpowiednio wbiłeś wcześniej igłę w oparcie fotela.
  9. Ciągnij zębami nitkę tak długo, aż wyciągniesz tyle nici, ile potrzebujesz.
  10. Nitkę wyciągniętą przez uszko trzymaj mocno zębami i dołóż do niej lewą ręką nitkę, którą rozwijasz ze szpulki.
  11. Gdy trzymasz już obie nitki zębami, szpulkę opuść delikatnie na kolana, by ułożyła się pomiędzy złączonymi nogami.
  12. W lewą rękę złap nożyczki i utnij nadmiar nitki.
  13. Nadal trzymając nitki w buzi, lewą ręką złap za igłę i spróbuj przewlec ją przez nitkę tak, aby utworzyć pętelkę i zrobić supełek.
  14. Gdy już masz supełek na końcu, a wystaje za dużo nitki, obetnij ją, wbijając igłę w fotel, a zębami trzymaj nitkę, naprężając ją.
  15. Gotowe, teraz możesz już przyszywać guziki 🙂
  16. Bądź cierpliwy!
Magdalena Kokot
Neurologopeda, psycholog, tyflopedagog, absolwentka Logopedii ze specjalnością neurologopedia na Uniwersytecie Gdańskim, psychologię ukończyła na Uniwersytecie SWPS. Od 2012 roku neurologopeda w Szpitalu św. Wincentego a Paulo części Szpitali Pomorskich w Gdyni.